środa, 9 września 2009

Egipt

Pobyt w Egipcie był niezapomnianą przygodą. To był strzał w 10 z tym wyjazdem do Egiptu na podróż poślubną od razu po weselu. Lot trwał aż 4h ale w objęciach męża było super.Całe szczęście nikt nam nie zwracał uwagi jak się długo i namiętnie całowaliśmy :) Od razu na lotnisku chcieli bakszysz(napiwek) od mojego męża za pomoc. Mieliśmy w Egipcie parę przygód np. złamanie się klucza w drzwiach, a największym przeżyciem był ostatni dzień, jak razem z mężem pluskaliśmy się w morzu Czerwonym. Zaraz po zachodzie słońca Leszek zorientował się, że nie ma obrączki więc panika na maksa. W sumie 9 osób jej szukało, pytając gdzie dokładnie się ześlizgnęła. Ja modliłam się do św.Antoniego, a mąż intensywnie szukał. Obydwoje wierzyliśmy, że się odnajdzie. Jak już prawie robiło się ciemno to Leszek wyskoczył z wody ciesząc się co niemiara ,trzymając w ręku obrączkę. To był cud. To jest następny znak że jesteśmy stworzeni dla siebie.

4 komentarze:

  1. Stworzeni dla siebie - bez dwóch zdań!
    A Ty to masz wtyki u Góry no no..
    Cudownie, że promieniejesz Madziunia! buziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. Gosiu chyba już 4 raz piszę odpowiedź do Ciebie, ale coś się nie umieszcza :(! Dzięki bardzo za miłe słowa! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. hallo hallo:) A gdzie Ty teraz przebywasz kochana bo moze bym jakies zdjecia przyniosła a po drugie chciałabym zobaczyc z tej wyprawy:) i opowieści i to koniecznie!!!
    p.s to była jedyna rada której nie dałam przed wyjazdem, ze ręce sie kurcza w słonej wodzie i spadaja obraczki ;/ ale nie Wam jednym;)

    OdpowiedzUsuń
  4. trudno nie powiedziałaś ale za to teraz już sami wiemy,że nie należy brać obrączek do słonej wody!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń